Violetta Villas chce wrócić do rodzinnego Lewina, a mieszkańcy miasteczka za nią nie tęsknią
Nie ma żadnej różnicy. Jak piosenkarka mieszkała w Lewinie, to przecież też nie można jej było zobaczyć ani w sklepie, ani na ulicy, ani w kościele – mówi Jerzy Sypek, mieszkający w sąsiedztwie domu Villas. – Od kilku miesięcy jest za to spokój z psami. Jeśli pani Villas chce wrócić do Lewina, to mam nadzieję, że nie zajmie się znowu prowadzeniem przytuliska dla psów, a jeśli nawet, to tak, jak zapowiada – niech będzie ono porządnie prowadzone.
Na razie na posesji Violetty Villas g nic się nie dzieje. Nadal stoją tam dwa zdezelowane auta, a nieprzycinane krzaki i drzewa są już tak duże, że ledwo można dostrzec ukryty w nich rodzinny dom gwiazdy polskiej estrady. Na dźwięk szarpania za zamkniętą bramkę przy ogrodzeniu nie słychać szczekania psów.
Violetta Villas opuściła rodzinny Lewin Kłodzki pod koniec grudnia. Najpierw trafiła na leczenie do Wojewódzkiego Szpitala dla Psychicznie i Nerwowo Chorych w Stroniu Śląskim, a stamtąd do domu swoich przyjaciół. Teraz czuje się dobrze. Nagrała materiał na nową płytę. Chce koncertować i zapowiada, że po remoncie wróci do rodzinnego Lewina. Planuje też otworzyć schronisko dla bezdomnych zwierząt.
– Jeśli jej plany nie zyskają akceptacji miejscowych władz, to osamotniona gwiazda nie poradzi sobie ze schroniskiem – przewiduje Jerzy Cierczek, mieszkaniec Lewina. – Z jednej strony jej nazwisko może przyciągnąć turystów do Lewina, z drugiej obawiam się, żeby przytulisko dla psów nie stało się znowu antyreklamą naszej miejscowości.