Górnik Polkowice - Prokom Arka Gdynia 1:1
Mecz w Polkowicach miał pewne podteksty. Największe sukcesy w historii klubu - awans od trzeciej ligi do ekstraklasy - odnosił Górnik, gdy trenerem tego zespołu był Mirosław Dragan, a grali w tej drużynie Sebastian Gorząd i Grzegorz Pilch. Teraz cała trójka pojechała do Polkowic, aby już w barwach Prokomu Arki Gdynia urzeczywistnić marzenia nadmorskich kibiców o powrocie żółto-niebieskich do krajowej elity. Nie będzie żadnych sentymentów, w Polkowicach zagramy o zwycięstwo - deklarowali zgodnie. Sentymentów rzeczywiście nie było, ale i zwycięstwa Arki też. Mecz zakończył się remisem 1:1.
Gdynianie zaczęli od groźnych ataków. Bardzo aktywny był Dariusz Ulanowski, jakby chcąc odwdzięczyć się Draganowi za zaufanie i miejsce - po raz pierwszy w tym sezonie - w wyjściowej 11. Pan Darek ostrzeliwanie bramki gospodarzy zaczął już w 4 minucie spotkania. Ponowił próbę po kwadransie meczu, ale w obu przypadkach nie trafił. Zgodnie jednak z porzekadłem, że do trzech razy sztuka, piłka po trzecim właśnie strzale znalazła drogę do siatki. W tym przypadku Ulanowski przymierzył z 25 metrów, a strzegący polkowickiej bramki Sebastian Szymański był bezradny. Arka prowadziła więc w 20 minucie meczu 1:0.
Niestety, radość gdynian nie trwała długo. Zaledwie 120 sekund później gospodarze doprowadzili do wyrównania. Najwięcej sprytu w polu karnym gdynian wykazał Marek Gancarczyk, który piłkę dośrodkowaną przez Krzysztofa Smolińskiego uderzył głową na tyle celnie i skutecznie, że ta zatrzymała się dopiero w siatce. Nie da się ukryć, iż w tej akcji nie popisali się gdyńscy obrońcy, a i cały zespół nie wykazał należytej koncentracji, zbyt długo ciesząc się zdobytym nieco wcześniej prowadzeniem.
Groźnie pod bramką Arki było też w 36 min., kiedy aż czterech piłkarzy Górnika znalazło się w pobliżu Michała Chamery, ale próba zbyt koronkowego rozegrania tej akcji skończyła się utratą piłki. Na szczęście dla gości.
Drugie 45 minut gry nie było już tak ciekawe. Obie strony nie chciały stracić bramki, licząc na łut szczęścia w grze z kontrataku. Najbliżsi zmiany rezultatu byli: Tomasz Moskal, którego strzał z około dziesięciu metrów nie zakończył się powodzeniem tylko dlatego, że Chamera zdołał wybić piłkę na rzut rożny oraz Krzysztof Piskuła po uderzeniu z wolnego w 89 min. W tym drugim przypadku piłka minimalnie minęła słupek polkowickiej bramki.
Po końcowym gwizdku sędziego chyba obie drużyny były zadowolone z podziału punktów, a bezpośredni obserwatorzy dość zgodnie stwierdzili, że ten remis nie krzywdzi żadnego z zespołów.